Najpierw odpowiem na zapytania w komentach, za ktore klaniam sie pas. Kazdy koment jest skrupulatnie odnotowywany i bedzie brany pod uwage przy zaproszeniach na prezentacje ;)
Sylwia, jeszcze nie do konca wypoczete, ale juz chyba wyluzowane. Jedzenia naprawde mozna nam pozazdroscic, nie bede sciemniala. Ale my po schodach nie wchodzilysmy. To sa takie schody, wzdluz ktorych kolejka jechala kiedys. Chyba jeszcze kilka lat temu. A teraz sciezka pod gorke prowadzi po prostu tak, ze w pewnym momencie przecina kolejke i wyglada tam niesamowicie. Pozostalosci po kolejce z tymi stylowymi lampami jak z jakiegos moskiewskiego prospektu.
A co do kolejki, to jeszcze jedna ciekawostka. Ona nie jezdzi juz dobrych kilka lat. Na dole stoi caly dzien (kto wie, moze i noc) gosc w mundurku, ktory po prostu kazdego, kto podchodzi do drzwi kiwnieciem glowa informuje "niet". Zastanawiamy sie, po co takiego czlowieka sie w ogole oplaca zamiast zamurowac wejscie.
Pieszcza, postaram sie. Nie bedzie az taki swiezy, ale na pewno pyszny. Wolisz z farszem serowym, serowo-jajkowym (ten moze troche sie zestarzec), miesnym, czy fasolowym? Ale Monia cos sugeruje, ze jak przywioze przepisy, to ona bedzie nam smazyla te pierogi. Bedzie trzeba sie wybrac do Toronto!
Edgar, z mapka... pomysle, jak bede jeszcze miala sile, to wyrysuje moze cos. Tyle ze pamietaj, ze my zmieniamy plany na miejscu. W Gori w kazdym razie planujemy byc w przyszlym tygodniu i to raczej w drugiej polowie. A zatem dawaj dawaj, znajdz to nazwisko! Co do Gruzinow, to slyszelismy, ze potrafia dla wrogow byc agresywni, ale jak tak ich obserwuje, to mam wrazenie, ze na pewno nie bardziej agresywni niz my Polacy. Pomysl z bratem lub szwagrem Gruzinem jest niezly.
Maciej (Mzz?), moga :) i pala. Duzo tutaj pala papierosow.
Dymek pod pomnikiem, gruzinska specjalnosc:
Marek, oczywiscie, ze mialysmy. To domowe jest pyszne. Idziesz do knajpy, prosisz o wino, a pani przynosi butelke np. po Fancie pelna wina ;) Probowalysmy tez czaczy, o ktorej Agata napisze kawalek dalej.
Czuges, krolowa Tamara byla krolem, wiedziales o tym ;)
A teraz do tego, co u nas.
Marszrutke do Kazbegi, miasta jakies kilka kilometrow od Osetii Polnocnej (Rosja), zlapalysmy bez problemu. Znaczy, moze malutki, to schody do metra. Metro w Tibilisi jest bardzo gleboko. Schody ruchome zjezdzaja bardzo stromo i bardzo gleboko w dol i do tego niesamowicie szybko. Kiedy sie ma dwa plecaki - jeden z przodu i jeden na plecach - to naprawde trudno utrzymac na nich rownowage, nie wspominajac o tym, ze wskoczenie na nie wymaga nie lada odwagi, bo po pol sekundzie fru i ostry spad w dol.
Ale wracajac do marszrutki. Cena 20 zelkow (tak nazwalysmy ichnie lari, bo maja symbol GEL). Jedzie sie niecale 3 godziny, wiec nie ma tragedii, a w samej marszrutce bylo sporo miejsca. Po drodze przepiekne widoki, gory, przelecz, jeziora. A kierowca okazal sie miec siostre, ktora wynajmuje pokoje.
A! Bo zapomnialam. W marszrutce jechalismy jeszcze z dwoma Polakami, Agata i Krzysiem z Krakowa. Razem zatem zdecydowalismy sie na pokoje u jego siostry. Po 15 zelkow od lepka. To jakies niecale 10 dolarow.
Zmiana butow na lzejsze i ruszyolismy na miasto:
Te dwie czarne kropeczki na tej zielonej gorze, to byl nasz cel na kolejny dzien - Tsminda Sameba, a to biale za tym, to Kazbek.
A nizej, w miescie takie obrazki:
Jak sie przyjrzycie, to zobaczycie napis: "Pustoj", to na wypadek jakby ktos chcial sie zainteresowac zawartoscia paki tego auta.
Wrocilismy wieczorem do naszych gospodarzy, bo my spimy w domu u ludzi. Maja pokoje, ktore w sezonie wynajmuja. Gospodyni, Nata, jest niesamowita. Co chwile wyskakuje z czyms, zeby nas ugoscic. A to talerz obranego i pokrojonego melona, a to plasterki sera wlasnej roboty, a to wymyslone baklazany z serem i orzechami. Pyta sie wczoraj, czy nie chcemy czaja. A my, ze kawe bysmy wypili. Ona przerazona, bo nie ma i obiecuje, ze kupi zaraz z rana. Przychodzimy dzisiaj po poludniu do domu, a Nata "Kawy?", a my wlasnie wypilismy kawe na miescie i do niej "Czaj". A ona prawie wkurzona: "Czaj? Nie! Nie mam czaja. Kupilam kawe", zrozpaczona. Nie moglam na to patrzec, powiedzialam, ze chetnie wypije jeszcze jedna kawe.
Ale potem przyjechali jeszcze jedni Polacy i oni tez, ze czaj. Nata nie wytrzymala. Wolalismy za nia, zeby zostala w domu, ale juz stracila nerwy, poleciala do sasiadki po herbate.
Jak oni nie moga sprostac naszym wymyslom, to dopiero wtedy sie denerwuja. Sa niesamowici pod tym wzgledem. Polacy sa goscinni, niektorzy nawet wyjatkowo, ale to tutaj to przekracza wyobrazenie.
W moim przewodniku jest napisane, ze sa obsesyjnie goscinni. I to jest chyba najlepsze okreslenie. I jeszcze pisza, ze niewiele jest rzeczy, ktore moga uszczesliwic Gruzina bardziej niz mozliwosc ugoszczenia kogos. To jest tak, ze lepiej czasami nic nie mowic, bo oni tu wokol zaraz beda chcieli to dla ciebie zalatwic, nawet jak cos na rybke rzucisz.
Przyklad od Agaty i Krzysia. Przylecieli do Tbilisi i zlapal ich taksowkarz. Od razu powioedzieli, ze jada pociagiem i ze dziekuja za taksowke. Co zrobil taksiarz? Pogodzil sie z tym i spedzil z hnimi pol godziny wwszystkie mozliwe ciekawostki im zdradzajac, gdzie tanio zjesc, jak dojechac gdzies tam marszrutka, czy jakies tam podobne. I zrobil to bo po prostu jest Gruzinem i ma wewnetrzny imperatyw pomagania, goszczenia w swoim kraju.
A wracajac do Kazbegi. Wczoraj po poludniu poszlismy cos zjesc na miasto, znaczy miasteczko, popilismy czacza (to taki ich tutejszy bimber).
I uwaga! Oto co bylo przyczepione do lodowki w tej knajpce, a ktos sie pytal, co tam sadza o Polakach. To tak na poczatek zeby wam pokazac:
Nie ma to tamto. Nasz prezydent ladowal tu, chociaz bylo niebezpiecznie. To jest to, co Gruzini uznaja za prawdziwa przyjazn i szacunek. A wiecie, dla przyjaciela zrobia wszystko.
Wieczorem usiedlismy w ogrodku u Naty i pijac wino i piwo i siedzielismy i gadalismy.
Rano wczesnie (godz. 7) pobudka i ruszamy do Tsmindy Sameby. Przypadkowo wybralismy swietna trase.Zamiast krotka, ale bardzo stroma prosto do klasztoru i do tego z gorszymi widokami, omylkowo poszlismy sciezka wzdluz strumienia, lagodniej do gory i z przepieknym i widokami po drodze.
a TO JUZ NA GORZE I JESZCZE JEDNO:
Jutro jedziemy do Juty, tam pieknie ponoc. Bierzemy jeepa na 4.
Nakhvamdis (Do widzenia).
I jeszcze gaumardzios (na zdrowie) jesli macie czym wzniesc toast za Gruzje, za nas i za piekne zycie. Ja wznosze toast gruzinskim winem.
czacza, wino - nastepny odcinek pt kac-kazbek? czytam, ogladam i zazdroszcze, powodzenia !!!!
OdpowiedzUsuńkurde, a u nas trzeba wyłazić na zewnątrz. są jednak kraje, gdzie nie ma reżimu. a ja właśnie siedzę i piję z butelki po fancie... fantę. to pisałem ja: mzz, który na zawsze zostanie mzzem ;)
OdpowiedzUsuńPoszukałem i znalazłem nazwisko dziadka Gruzina - "Окуджазвили Вано", po rosyjsku, a po polsku, czy jak tam - Okudżazwili Wano. Więc zanotujcie a jak będziecie w Gori, to zapytacie w czy mają jakiś archiwum czy bazę. Jak trzeba to napiszę do nich oficjalnie pismo z prośbą o wyszukanie go.
OdpowiedzUsuńWracając do podróży i jedzenia - jestem ciekaw jakie mają słodycze i czy można nabyć mięso suszone, podobno jest pyszne i dobrze przyprawione..taki przysmak do piwa czy na drogę.
Fotka pary prezydenckiej jest imponująca, więc z tego można wnioskować, że Polacy mają duży popyt i poparcie wśród narodu. =)) A co gadają?!
Tu jest poprawiona wersja imienia dziadka, taka wersja rosyjska napisana łacińskimi literami - Vano Okudzashvili.
OdpowiedzUsuńChciałem jeszcze zapytać - wino mają słodkie czy wytrawne? A herbata, czy to ta znana gruzińska?
A ta ciężarówka, myślę, że napisali że jest "PUSTA" bo koleś czeka na zlecenie.. ;))
Widoki są przepiękne i pewnie jest bardzo ciepło? U nas po nocom już 12*C tylko.. Naigracie parę filmików i poproszę więcej fotek z wyprawy.. =)))
Hej! Jak podają mądre pisma była Królową Królowych i Królem Królów. Erotyczną stronę zagadnienia roztrząśnie - aj hołp - kol. Sylwia :P
OdpowiedzUsuńWIECIE CO, TO JEST SZCZYT. CO WY TAK CZESTO PISZECIE! CZŁOWIEK CHCE SIĘ ZAŁAPAĆ NA IMPRĘ PO WASZYM POWROCIE, ALE JESZCZE PRZECIEŻ TRZEBA PRACOWAC, A NIE TYLKO CZYTAĆ OPISY I KOMENTARZE, A... I JESZCZE ODPISYWAĆ. MUSZĘ SIĘ ZASTANOWIĆ, CZY PRACOWAĆ PODCZAS WASZEJ PODRÓZY CZY ŚLEDZIĆ JĄ :)
OdpowiedzUsuńA w ogóle, Joasia, jak trzeba uważać - chciałem być obserwatorem a zostałem członkiem... Co mi przyszło na stare lata...
OdpowiedzUsuńCzuges,członek - to brzmi dumnie, a nie jakiś tam obserwator :) Ja w sumie nie wiem, kim jestem :)
OdpowiedzUsuńQska - ja bym na Twoim miejscu zrobiła to samo z kawą :) Też bym wypiła :) W ogóle to pozdrawiam serdecznie Natę :) Taka pani domu, czyli po aramejsku - Marta :D:D:D
Agi dwie!
OdpowiedzUsuńA gdzie podboje erotyczne?! Tylko zwiedzacie i zwiedzacie... ech
Marta - jesteś członkinią - to taki odpowiednik, dopełnienie, jakby negatyw członka :P Sylwia! No i co narobiłaś :P :D
OdpowiedzUsuńGruzin uważają, że są wyjątkowo piękni jak na ludzką rasę: proporcjonalni, silni, a przy tym szczupli... i to wszystko podobno dzięki ich kuchni i kaukaskiemu powietrzu.
OdpowiedzUsuńTakże objadajcie się i oddychajcie głęboko :)
OdpowiedzUsuń