wtorek, 30 sierpnia 2011

Tbilisi znaczy juz wiecej zjesc nie moge

Pobudka miala byc o 7 rano, ale... nie wyszlo cos. Ostatecznie skonczylo sie o godz. 10. Aga wstala troche wczesniej. Ale nalezalo nam sie na poczatek urlopu.
Ale czekal nas ciezki dzien. Tutaj, jak sie pewno domyslacie, goraco. Trudno, wchodzimy dzisiaj na gore mt Mtsemida, czy jakos tak. Tam gdzie wieza telewizyjna i ten kiczowaty w nocy rollercoaster. Po drodze byla swiatynka. Jakas cerkiew chyba. Kosciolek malenki, cichutki. Oczywiscie nie mozna wchodzic z odkryta glowa.
Tak wyglada Aga w wersji cerkiewnej, a tak ja:

Siebie nie moglam zaladowac, taka juz jestem ciezka od tego jedzenia tutaj.
No wlasnie skracajac - weszlysmy, odpoczelysmy , zrobilysmy kilka fotek - oto Tbilisi z gory:

...i zeszlysmy na dol do miasta zjesc cos.
Trafilysmy znowu na stare miasto, ktore jest rzeczywiscie urokliwe. Wczoraj troche myslalam, ze jakies takie male, ale dzisiaj sie okazalo, ze to ma tyle dziwnych, krzywych, stromych uliczek, ze na to potrzeba kilka dni. I jakos polubilam bardzo te czesc miasta.

To taki bardzo stary kosciolek, nie powtorze wam teraz jego nazwy, Makhali, czy jakos tak, po drugiej stronie rzeki.
No i trafilysmy do knajpki prowadzonej przez Arerow i ormian, serwujacej gruzinskie jedzenie, toasty wznosilysmy z Azerem, ktory pracuje dla Fifa czy jakos tak, ktory spiewal: "Polska bialo-czerwoni", drugim Azerem, o zydowskich korzeniach, Gruzinem z Ministerstwa Finansow, azerko-rosjanka i jeszcze jednym Gruzinem, ktory mieszkal kilka lat w Polsce z dziewczyna z Krakowa. generalnie bardzo mily wieczor i duzo za duzo jedzenia. Te pierozki, placuszki, itp, to po polowie juz sie jest pelnym. Jutro poszcze. Jeszenie jest przepyszne, ale ile mozna.

To khaczapuri z fasolowym farszem, ale nie nazywa sie khaczapuri tylko jakos na "L".
A to azerska ekipa:

Chcialysmy wrocic marszrutka, ale... cos uciekla nam chyba ostatnia i znowu na metro. Przy opkazji spotkaysmy Grigorija Lewitskiego. Twierdzil, ze jest Gruzinem, ale... mnie tam na Polaka wygladal ;)
Maciej, rzeczywiscie te pierozki trzeba jesc umiejetnie. One maja rosolek w srodku. Chwyta sie za to miejsce, gdzie ten pierog sie schodzi i nagryza dziurke w tej sakiewce. Wypija sie rosol, a potem je sie reszte. Ale uwaga! Nie cala. To miejsce gdzie sie schodza brzegi pieroga symbolizuje Gruzje i tego sie nie je. Podobno. Aga zjadla i zyje :D
Sylwia, ten gosc po prostu byl goscinny, mily, wiec po prostu zaplacil za nasze bilety na metro. Ale rozumiem, u nas z taka goscinnoscia sie az nie spotykamy ;)
Jeszcze chcialam kilka slow o bezpieczenstwie. Nie chce zapeszac, ale tutaj wydaje sie byc bezpieczniej niz w Polsce. Nikt nas nie chce oszukac, nie widzimy agresji. Policja podobno tutaj dosc surowa.
Ide spac.
Jutro jedziemy juz w gory. Do Kazbegi. Jakies 2,5 godziny marszrutka. Nie wiem, jak tam bedzie z internetem. Ale postaramy sie cos wykombinowac.

7 komentarzy:

  1. cudeńko!

    Ledwo wyjechałyście, a już wyglądacie na wypoczęte!

    Ta azerska ekipa to kolejny erotyczny przystanek podróży oczywiście? :D

    Jak patrze na to jedzenie to mnie zazdrość zjada!

    Te schody... jak bym nimi nie szła... od patrzenia się zmęczyłam...

    Uważajcie na siebie!

    Buziaki dla Was!

    OdpowiedzUsuń
  2. Aga, przywieź tego pieroga kochana!!! Ja oszaleję, jak go nie zjem!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Qska, narysuj swój marszrut jak idziecie/jedziecie. Jakaś mapka może? Kiedy będziecie w Gori?
    Gruzini daliby pociąć na żywca, niżeliby daliby uznać za nie gościnnych czy nie uprzejmych..ale są równie groźni i niebezpiecznie w gniewie na swoich wrogów i nieproszonych.. więc dziewczyny, więcej uśmiechu i uroku osobistego, a będą was nosili na rękach, bez podtekstu erotycznego - ten temat jest poddany surowym rytuałom i tradycji.. Co jednak nie zmienia możliwości odchyleń w zachowaniu co do kobiet obcokrajowców.. =) Ale raczej Polacy są dobrze kojarzone i mile widziane. Właśnie, napiszcie, co mówią lokalni o Polsce?!
    A w razie czego zawsze możecie się powołać na starszego brata lub na szwagra "Gruzina", co będzie trzymało ich na szacownym dystansie..heheh..albo się postanowicie inaczej..
    Trzymam kciuki za was! Buziaki..

    OdpowiedzUsuń
  5. Aga, czy oni mogą palić w knajpach?

    OdpowiedzUsuń
  6. Tyle piszecie,a co z winem, ktore jest tak zachwalane w Polsce? Mialyscie okazje sprobowac?

    OdpowiedzUsuń
  7. Żarełko na zdjęciach zdeklasowało mój prowiant roboczy :( Aga wygląda jak królowa Tamara :D

    OdpowiedzUsuń